Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BreakingBand. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BreakingBand. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 października 2015

Tydzień z Shinedown, cz.6

BreakingBand

Tydzień z Shinedown, cz.6

Na koniec cyklu „Tydzień z Shinedown” wybrałam po trzy ulubione utwory z każdej płyty. Mogłabym wymienić więcej kawałków, ale wprowadziłam takie ograniczenie, ponieważ w innym wypadku sprowadziłoby się to do tego, że udostępniłabym większość zawartości albumów. A nie o to chodzi. Pomijam album „Threat to Survival”, ponieważ o nim już pisała, a poza tym tylko „Cut The Cord” nadaje się do udostępnienia, a to już robiłam. Tak, więc zapraszam do przeglądu moich ulubionych, a może nawet najlepszych, piosenek w wykonaniu Shinedown!

czwartek, 1 października 2015

Recenzja: Shinedown – Threat to Survival (Tydzień z Shinedown cz. 5)

BreakingCD #29

Tydzień z Shinedown, cz.5

Kontynuujemy przygodę z Shinedown. Dzisiaj możecie przeczytać recenzję najnowszej płyty zespołu – „Threat to Survival”, której premiera odbyła się 18 września. Brent Smith zawsze powtarza w wywiadach, że nie ukrywają niczego i mówią wprost, co myślą. Z szacunku do Shinedown będę się trzymać tej filozofii w stosunku do nowego albumu. Prawda okaże się brutalna.


poniedziałek, 28 września 2015

Tydzień z Shinedown, cz.4

Po trzech latach od premiery płyty „Amaryllis”, Shinedown powrócili z nowym albumem “Threat to Survival”. Zawiera on 11 nowych utworów, w tym singiel „Cut The Cord”. Minął już ponad tydzień od premiery krążka, więc w Internecie pojawiają się wywiady, w których członkowie zespołu opowiadają o nowym albumie. Postanowiłam jeden z nich przetłumaczyć i włączyć go do „Tygodnia z Shinedown”.

środa, 23 września 2015

Tydzień z Shinedown, cz.3

Dzisiaj przyglądniemy się bliżej członkom zespołu Shinedown. Dowiemy się jak to się stało, że zaczęli grać na instrumentach, tudzież śpiewać. A także poznamy kilka ciekawostek związanych z życiem prywatnym muzyków tej amerykańskiej grupy. Here we go!


niedziela, 20 września 2015

Tydzień z Shinedown, cz.2

Dzisiaj w ramach „Tygodnia z Shinedown” dowiemy się jak powstawał album „The Sound of Madness”, czyli trzecia płyta w dorobku zespołu. Tekst pochodził z oficjalnej strony grupy shinedown.com, ale został wykasowany mniej więcej po ukazaniu się płyty „Amaryllis”. Szkoda, bo to bardzo ciekawy artykuł, który przybliża nam zespół oraz panujące w nim nastroje.

piątek, 18 września 2015

Tydzień z Shinedown, Prolog

Z okazji premiery nowego albumu Shinedown „Threat to Survival” postanowiłam podzielić się wiedzą na temat zespołu stosując motyw „Tydzień z…”. To, co pojawi się o nich w kolejnych dniach miało zostać umieszczone na stronie internetowej shinedown.pl, ale jakoś ten pomysł umarł. Robocze materiały jednak sobie zostawiłam i nadszedł dzień, kiedy pojawiła się dobra sposobność do publikacji. Zanim zagłębimy się w historię Shinedown, opowiem skąd wzięła się moja fascynacja tym zespołem i jak na mnie wpłynęła.


Tydzień z Shinedown, cz.1

Shinedown gra metal alternatywny, chociaż spotkałam się też z ładnym określeniem, że ich muzyka to melodyjny hard rock inspirowany grunge’owymi zespołami  początku lat 90-tych. Czyli, że post-grunge też wchodzi w rachubę, który możemy usłyszeć na pierwszej płycie. Zważywszy, że najnowszy album jest zachowany w lżejszej stylistyce, trudno jest teraz ich zaszufladkować. Czy to dobrze czy niedobrze – pozostawiam to już do własnej oceny. Osobiście wolałabym, aby trzymali się stylu, który prezentowali na trzech pierwszych płytach. Cofnijmy się zatem w przeszłość do początków istnienia Shinedown, powspominajmy stare, dobre (a może złe?) czasy, kiedy zespół wyglądał (dosłownie) zupełnie inaczej!

Założony na początku XXI wieku Shinedown tworzyli: Brent Smith (wokal), Barry Kerch (perkusja), Brad Stewart (gitara basowa) i Jasin Todd (gitara). Przed uformowaniem się składu, Smith śpiewał w grupach Blind Thought i Dreve. Ta druga miała nawet podpisany kontrakt z wytwórnią Atlantic Records. Kapela szybko się rozpadła, więc wokalista zwerbował nowych członków, aby ostatecznie stworzyć zespół znany na całym świecie, który nazwano Shinedown.


wtorek, 6 maja 2014

Tydzień z Blind Guardian, cz. 9

Tydzień z Blind Guardian, cz.9

Na koniec Tygodnia z Blind Guardian, przedstawię jeszcze moje propozycje do posłuchania, które zostały pominięte na "Memories of a Time to Come". Powstrzymałam się od kolejnych dwudziestu wpisów na temat co warto jeszcze przesłuchać od Opiekunów. Dlatego wybrałam ostateczną, finałową czwórkę okraszoną komentarzem własnym, aczkolwiek polecam szczerze cztery numery… przepraszam – pięć, które również warto wysłuchać (taka lektura nadobowiązkowa):

Blind Guardian – To France (cover)

poniedziałek, 5 maja 2014

Tydzień z Blind Guardian, cz. 8 (MOATTC)

Tydzień z Blind Guardian, cz. 8 – Memories Of A Time To Come

And Then There Was Silence
„To logiczna konsekwencja tego co już zaczęliśmy na Nightfall in the Middle-Earth. Przyszło mi nawet na myśl, że włożyliśmy w to wszystkie swoje umiejętności tylko po to aby stworzyć nasz wybitny „Silmaril”. Włożyliśmy cały swój wysiłek aby był perfekcyjny. Trudno określić kiedy w ogóle zaczęliśmy pracę nad nim, nawet trudno stwierdzić czy kiedykolwiek ją ukończyliśmy. Ten utwór to dobry przykład tego jak bardzo nasza muzyka zależy i opiera się na chwili obecnej. Każdy dzień ma wpływ na naszą muzykę i jest częścią inspiracji. Podczas gdy Nightfall In the Middle-Earth było napisane na skraju bardzo pomyślnej i radosnej ery (zjednoczenie Niemiec, a żelazna kurtyna była już historią; wciąż czuło się aurę wolnego i równego świata), więc stał się całkowicie albumem fantasy, tak A Night In the Opera był silnie związany z nowym światem i konsekwencjami 11 Września. Było dla nas jasne aby wpleść antywojennych elementy w cały album. Oczywiście to stało się powodem powiązania And Then There Was Silence z wojną trojańską, zamiast użycia pierwszej inspiracji jaką była „Akalabeth” [jedna z części Silmarillion]. W związku z tym, że zawsze uważaliśmy, że w porównaniu do prostszej struktury wersji koncertowej, który ma jednak większą siłę uderzenia od oryginalnej wersji z A Night In the Opera, poczuliśmy że to nasza najlepsza możliwość na to aby dać drugą szansę temu numerowi. Podczas nagrywania And Then There Was Silence tym razem, musieliśmy przyznać, że niektóre rzeczy zrobiliśmy idealnie i to z dobrego powodu w 2001/2002. Doświadczyliśmy niezłego deja vu podczas ponownego nagrywania.”
Że też im się chciało jeszcze raz usiąść nad tym 14 minutowym utworem. Pół biedy jak to było coś w rodzaju The Rime of The Ancient Mariner albo coś z Tool… jak to było? „50 ścieżek wokalnych, 30 ścieżek gitar, 4 miesiące produkcji”. Utwór jest bardzo trudny do ogarnięcia, tyle tu zmian melodii, rytmów, a jednocześnie nawiązań do twórczości Blind Guardina. Jest w nim wszystko. Prawdziwe dzieło sztuki. Zaciekawił mnie również kontekst powstania utworu. Zjednoczenie Niemiec, Żelazna Kurtyna, atak terrorystyczny na World Trade Center. Nieźle. W każdym razie – wyszedł piękny i bardzo ambitny utwór. Prawdziwy Arcyklejnot! Czy tam Silmaril.

niedziela, 4 maja 2014

Tydzień z Blind Guardian, cz.7 (MOATTC)

Tydzień z Blind Guardian, cz.7 – Memories Of A Time To Come

Imaginations from the Other Side
„Ze wszystkich albumów, które stworzyliśmy Imaginations From the Other Side jest na pewno najbardziej naturalny i głęboki. Muzycznie i lirycznie zaprasza słuchacza do stania się częścią nowej rzeczywistości. Album jest ciężki i pozwala na wgląd w inny świat ale jednocześnie nie traci kontaktu z tym prawdziwym. Ośmieliłbym się nawet powiedzieć, że pomimo takiej treści jest silnie związany z rzeczywistością. Z tego punktu widzenia pozostaje bardziej w stylu późniejszych albumów takich jak „A Night In The Opera” lub „A Twist In the Myth” niż w stylu „Nightfall In Middle-Earth” lub „At The Edge of Time”. Nawet w najbardziej mistycznych momentach (A Past and Future Secret lub Mordred’s Song) album stawia na unikatowe i bardziej historyczne podejście. W związku z jego muzyczną i liryczną formą Imaginations From The Other Side to najbardziej zrozumiały tytuł na otwarcie albumu. Każdy świat, ogólnie rzecz biorąc – czy ten fikcyjny czy prawdziwy – jest połączony ze sobą. To kwestia świadomości, refleksji i oceny. Życie bez bogatej wyobraźni – how cruel. Wiele ludzi tak ma. Z własnej woli czy może braku… czego? Wyobraźni? Inteligencji?  Jaka jest w ogóle różnica pomiędzy nimi?”
Cóż za filozoficzne rozterki… chociaż trzeba przyznać, że całkiem ciekawe. Pewnie, że albumowi bliżej do A Night In the Opera czy A Twist In the Myth, przecież daleko mu do koncepcyjnych albumów Nightfall… czy At The Edge of Time. Imaginations from the Other Side to bardzo dynamiczny kawałek ale chyba jednak na albumie wygrywa Bright Eyes. Chociaż w sumie oba są, jak na Blind Guardian, trochę depresyjne i mroczne. Hansi tym razem prezentuje wściekły, gardłowy wokal. Tak dla odmiany. Lubię Imaginations… ale mogłabym żyć bez remiksu tego utworu.

sobota, 3 maja 2014

Tydzień z Blind Guardian, cz.6 (MOATTC)

Tydzień z Blind Guardian, cz.6 – Memories of a Time to Come

The Last Candle
„The Last Candle był ostatnim utworem napisanym na ten ważny albumu. Historia znowu się powtórzyła; podobnie jak z Valhallą zostało nam kilka dodatkowych minut do zagospodarowania i mogliśmy puścić wodzę wyobraźni podczas tworzenia tego utworu. Cały proces nagraniowy był wręcz magiczny i ten klimat został utrzymany w The Last Candle. Ten utwór ukazał naszą młodzieńczość z początków kariery oraz ujawnił naszą szczerą miłość do fantasy. Dla niedużej (i dobrze) grupy ludzi, TO jest utwór w stylu Blind Guardian i dla nich jest to zawsze wielkie rozczarowanie, że tak rzadko gramy ten numer na żywo.”
The Last Candle to mój ulubiony utwór… no może pierwszy ulubiony utwór Blind Guardian. Numerów jeden to u mnie jest kilka. Zdecydowanie potwierdzam słowa, że jest to utwór magiczny i doskonale definiuje „filozofię” tego zespołu. Jest szybko, ale w sposób wyważony, tekst opowiada pewną historię (old gnom), no i wokal Hansi’ego kapitalny. Oryginalna wersja trochę kuleje, ale nie jest tak słaba jak Valhalli. Wersja zremiksowana jest świetna, wszystko trzyma się kupy, brzmi fantastycznie.

piątek, 2 maja 2014

Tydzień z Blind Guardian, cz.5 (MOATTC)

Tydzień z Blind Guardian, cz.5 – Memories Of A Time To Come

Poniższy tekst ma za zadanie zachęcić do posłuchania zespołu Blind Guardian, a zarazem pokazać ewolucję zespołu w ciągu 30 lat swojej muzycznej kariery. Okazuje się, że Opiekuni ułatwili mi zadanie wydając kompilacyjny dwupłytowy (chyba, żeby w wersji deluxe trzypłytowej z demówkami) album Memories of a Time to Come, który tak się składa, że posiadam w swojej skromnej płytotece. Postanowiłam przetłumaczyć teksty o każdym utworze, które muzycy (a konkretnie wypowiadający się najprawdopodobniej Hansi Kursch) umieścili w książeczce i sama co nieco skomentować. Numerów jest aż 16, więc podzieliłam je po 4 na jeden wpis, czyli łącznie cztery wpisy, plus jeden wpis, gdzie będą dodatkowe utwory, które nie zostały ujęte w Memories Of a Time to Come, a na pewno warte wysłuchania (moim skromnym zdaniem!). I to powinien być koniec Tygodnia z Blind Guardian. Więc okazuje się, że „tydzień” u mnie trwa więcej niż 7 dni. Ważne, że muzyka jest tego warta.

Majesty
„Cóż za oszałamiający wzrost jakości w porównaniu do wcześniejszej wersji utworu. Wracając myślami do tamtego okresu [pierwszej płyty], nie potrafiliśmy sobie wyobrazić lepszej piosenki, czy to skomponowanej przez nas czy przez jakikolwiek inny metalowy zespół. Nie mieliśmy wątpliwości, że granie jej na scenie będzie nam sprawiać wiele radości i „Majesty” szybko pozwoli nam stać się numerem jeden na świecie wśród heavy metalowych zespołów. Szybko okazało się, że byliśmy w błędzie, w obu przypadkach. Życie potrafi być czasami okrutne. Niemniej jednak jest to piosenka ogromnie lubiana przez publiczność na koncertach.”
Dobrze powiedziane. To naprawdę świetny kawałek, szybki, dynamiczny, melodyjny. Hansi raz śpiewa czysto, a raz szczeka niczym Paul Di’Anno (tak, słychać tu wpływy Iron Maiden). Chociaż… może lekko irytować niemiecki akcent wokalisty… mnie się wydaje, że dodaje wyrazu numerowi, takiego pewnego rodzaju młodzieńczości, może brawury? Bardzo przyjemny speed metal, który w wersji zremasterowanej brzmi znakomicie.

czwartek, 1 maja 2014

Tydzień z Blind Guardian, cz. 4

Tydzień z Blind Guardian, cz.4

"A Twist In The Myth" to ósmy studyjny album w dorobku Blind Guardian, wydany w 2006 roku. Uważa się, i prawdopodobnie słusznie, że jest to najsłabsza płyta w historii zespołu. Prezentuje surowsze, prostsze ale cięższe brzmienie, które miało nawiązać do wcześniejszej twórczości. Ograniczyli polifonię i wielogłosowość, co odbiło się na głosie Hansi Kurscha, którego wokal brzmi syntetycznie i nienaturalnie. Mimo to, singiel Fly radził sobie świetnie na listach przebojów, a zespół miał okazję koncertować na wszystkich kontynentach. Zagrali również koncert w wirtualnym świecie gry „Sacred 2: Fallen Angel” i zaśpiewać Sacred Worlds (z kolejnej płyty) jako animowane postacie. Czy ktoś kiedyś widział jak robili Golluma do "Władcy Pierścieni"? Andy Serkis miał taki kombinezon ze świecącymi czujnikami… a więc panowie z Blind Guardian dokładnie tak samo odegrali swoją rolę w poniższym teledysku:

środa, 30 kwietnia 2014

Tydzień z Blind Guardian, cz. 3

Tydzień z Blind Guardian, cz. 3

1998 rok – data, którą każdy fan muzyki power metalowej musi obowiązkowo zapamiętać. To rok, w którym światło dzienne ujrzało dzieło niebagatelne, dopracowane w najmniejszych szczegółach, doszlifowane niczym krasnoludzki Arcyklejnot: "Nightfall In the Middle-Earth". To nieprzypadkowe porównanie do tolkienowskiego świata – całość płyty oparta jest na książce „Silmarillion” (J.R.R. Tolkien). Concept album to zbiór dwudziestu dwóch numerów, nie tyle co power metalowych (chociaż trochę speedu też się wkrada) ale wzbogaconych o aranżacje orkiestrowe, niezwykle żywiołowe ale także i spokojniejsze, akustyczne kompozycje z domieszką fleta czy skrzypiec, przywołujące rycerski klimat, a wszystko to poprzedzielane narracją. Z tego albumu pochodzą takie monumentalne utwory jak Nightfall, Mirror Mirror (wraz z nakręconym teledyskiem) czy Time Stands Still (At The Iron Hill). Nie tylko Europa (z czarna plamą o nazwie Polska… taki trochę Mordor gdzie nikt nie chce przyjeżdżać) czy Japonia mogła zobaczyć na żywo bardów, ale także Meksyk, Brazylia czy Argentyna. Zespołowi w końcu udało się też zaistnieć na rynku północnoamerykańskim i zanotować swoją obecność na liście Billboardu. Na całym świecie rozeszło się ponad 300 tys. kopii.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Tydzień z Blind Guardian, cz. 2

Tydzień z Blind Guardian, cz.2

Dzięki sukcesowi trzeciego albumu, Blind Guardian podpisali lukratywny kontrakt z wytwórnią płytową Virgin Records. Pod tą banderą wydali w 1992 roku czwarty album o nazwie "Somewhere Far Beyond". Płyta rozchodziła się świetnie, liczba 130 tys. kopii mówi sama za siebie. Zaistnieli również na międzynarodowych listach przebojów oraz mieli okazję zagrać po raz pierwszy przed japońską publicznością i nagrać album koncertowy (Live) przed 4 tysiącami rozentuzjazmowanych fanów. Utwory obejmują różnorodną tematykę: Somewhere Far Beyond powstał na podstawie serii „Mroczna Wieża” Stephena Kinga, Quest For Tanelorn (z gościnnym udziałem Kai Hansena) jest oparty na dziełach Micheala Moorcocka, tekst Time What Is Time powstał w oparciu o film „Łowca Androidów”, a The Bard’s Song – Hobbit, jak nie trudno się domyślić zainspirowany został książką „Hobbit, czyli tam i z powrotem” J.R.R. Tolkiena (czyli na 20 lat przed pojawieniem się filmu Petera Jacksona!). Natomiast największym hitem okazał się The Bard’s Song: In the Forest (ponadto muzycy udowodnili, że nie tylko potrafią głośno i szybko grać, ale także zaczarować spokojnymi melodiami). Co ciekawe w tamtym czasie wytwórnia Virgin zawaliła sprawę i nie wypuściła jako singla tego akustycznego utworu, który cieszy się niezmienną miłością fanów. Trzeba od razu powiedzieć, że w tamtym czasie mainstreamowi media i stacje radiowe były skorumpowane, więc prawdopodobnie i tak by się nie przebili do mas. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło: 4 lata później The Bard’s Song (In The Forest) doczekał się klimatycznego teledysku (w wersji studyjno-akustycznej), a 11 lat później został wydany jako singiel w 5 wersjach (cztery wersje live i jedna akustyczna) i został ozdobiony wspaniałą okładką pędzla Leo Hao.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Tydzień z Blind Guardian, cz. 1

Tydzień z Blind Guardian, cz. 1.

Pozwólcie mi przedstawić powermetalowy zespół z Niemiec – Blind Guardian. Muzycy, którzy dzięki swojemu zamiłowaniu do szybkiej i emocjonalnej muzyki oraz pasji do literatury fantasy, stali się pionierami gatunku. Grupa, która wyprzedziła modę (na "Władcę Pierścieni") o 20 lat. Ludzie, którzy w ciągu 30 lat swojej kariery zebrali pokaźną grupę wiernych fanów, którzy potrafią odśpiewać każdy utwór a capella i stworzyć niesamowitą, magiczną i niespotykaną atmosferę podczas koncertów (w tym i polscy fani!). To właśnie Blind Guardian, zespół, który mimo wielu sukcesów, wciąż każe czekać na swoje największe, szczytowe arcydzieło skupiające się na trylogii "Władcy Pierścieni". Nadszedł czas aby przybliżyć historię tej niezwykłej grupy.

Zespół Blind Guardian został założony w Krefeld (RFN) w 1984 roku przez Hansi Kurscha (wokal i bas) i Andre Olbricha (gitara prowadząca). Początkowo zespół nosił nazwę Lucifer’s Heritage (czyli Dziedzictwo Lucyfera) i pod tym szyldem wydali nawet dwa dema: "Symphonies of Doom" (1985) i "Battalions of Fear" (1986). Ale pod naciskiem wytwórni, która uważała, że nazwa zbyt mocno kojarzy się z black metalem (który panował w latach 80-tych), musieli ją zmienić. Inspiracja przyszła w związku z wydaniem nowej płyty „Awaken The Guardian” przez grupę Fates Warning. Chłopakom (no bo w końcu mieli wtedy po 20 lat) spodobało się słowo „guardian” (czyli ang. Opiekun), dodali „blind” i tak powstała legendarna nazwa „Blind Guardian”. Również wtedy wyklarował się klasyczny skład zespołu z Thomasem „Thomenem – The Omenem” Stauchem za perkusją i Marcusem Siepenem grającym na gitarze rytmicznej.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Tydzień z Blind Guardian, Prolog

Tydzień z Blind Guardian, Prolog

Rozpoczynamy tydzień z Blind Guardian. To zespół, który od jakiegoś czasu opanował (może nawet opętał?) mój umysł. W związku z tym, że w Internecie trudno znaleźć w języku polskim porządną biografię tej grupy (i taką co by mnie usatysfakcjonowała), a ja mam potrzebę dzielenia się wszystkim co związane z Blind Guardian, postanowiłam, po raz pierwszy w historii tego bloga, poświęcić więcej wpisów na temat jednego zespołu.

Ale skąd w ogóle Blind Guardian w moim życiu? Jak to zwykle bywa w moim przypadku – z przypadku. Moja historia z tym zespołem sięga jakieś 6 lat wstecz… to nie były jeszcze czasy facebooka, a prym w komunikatorach internetowych wiodło Gadu-Gadu. Pierwszy rok studiów, czasy R.E.M., Shinedown, Serj Tankiana, Rise Against… i jeżeli chodzi o coś z power metalu to Rhapsody of Fire. Pewnego dnia kolega ze studiów udostępnił na GG w statusie ten oto filmik: